Droga do PMM 2016, część 1: GRACZ

Dawno, dawno temu w pewnej piwnicy grupa znajomych zebrała się, aby kolejny raz wspólnie stworzyć opowieść. Jeden z nich przyniósł tego wieczora nowy nabytek- świecznik z dwoma przykutymi kościotrupami. Mistrz Gry zapalił świecę, cienie warsztatowych sprzętów zatańczyły na ścianach. Rozpoczęła się opowieść.


Można powiedzieć, że w ten sposób ruszyłem w podróż, która dobiegła końca we Wrocławiu, podczas 17. edycji Pucharu Mistrza Mistrzów odbywającej się na Polconie 2016. Po moim czwartym już starcie w konkursie, na gali finałowej, Wojtek Rzadek (główny organizator), ogłosił mnie Najlepszym Prowadzącym Gry Fabularne 2016. Podczas konkursu rozegrałem jedną sesję jako gracz u Rina, jak się potem okazało mojego rywala w finale oraz poprowadziłem trzy własne sesje. To był niesamowity maraton, wielka przygoda i jak zwykle sporo emocji. (Jeżeli nie wiesz co to jest Puchar Mistrza Mistrzów zapraszam do odwiedzenia strony internetowej konkursu oraz polubienia fanpejdża)

Wypad do Wrocławia był dla mnie i dla mojej ekipy jubileuszem- świętowaliśmy 10. lecie jeżdżenia na Polcony (i konwenty), które zaczęło się w 2005 roku w Błażejewku pod Poznaniem (zeszłoroczny poznański Polcon odpuściliśmy). Moja przygoda z PMM zaczęła się w 2007 roku na Polconie w Warszawie. Źródeł moich trzech pucharowych opowieści także można szukać w przeszłości.  Zapraszam na małą podróż w czasie.


CZĘŚĆ PIERWSZA: GRACZ

Polcon 2007 odbywał się w Warszawskim Hotelu Gromada (z tego co pamiętam, był to też pierwszy konwent, który odbył się w prestiżowej lokalizacji innej niż sale szkolne). Sesje PMM rozgrywane były w cichych, wygodnych pokojach hotelowych. Jeszcze wtedy nie podejrzewałem nawet, że sam kiedyś będę w stanie stanąć w z najlepszymi mistrzami gry w Polsce. Rozegrałem wtedy świetną, militarną, sesję eliminacyjną u Szczura, pokręconą postapokaliptyczno matriksową sesję u broniącego wtedy tytułu kaduceusza (który opisał swoje wspomnienia w Punkcie K) oraz finałowe 7th Sea u, już wtedy dwukrotnego Mistrza Mistrzów, Wojtka Rzadka.

Kadu poznałem w 2006 roku na zimowym Krakonie, na który wybrałem się bez swojej ekipy. Razem z Beaconem (przyszłym Mistrzem Mistrzów 2010) zagraliśmy w quentinową przygodę „Bitwa na Mokradle Roasz” (niestety nie całą). Pamiętam, że byłem wtedy pod tak dużym wrażeniem prowadzenia Kadu, że kumple wypominali mi to przez lata, aż w końcu w tym roku zrozumieli, bo wreszcie zagrali u niego sesję ;). Podczas tamtej rozgrywki poznałem także Eberrona, barwny system pulp fantasy. Nie udało mi się w niego dużo pograć, ale jego bogactwo są na pewno inspiracją dla mojego settingu ELEMENTAL, który powoli sobie dopracowuję, w którym prowadziłem moją tegoroczną przygodę eliminacyjną.

Choć wychowałem się na Warhammerze i Jesiennej Gawędzie to moje sesje chyba nigdy nie były mroczne, ciężkie i błotniste. Często zawierały elementy lżejsze, a na sesjach było dużo miejsca na żarty i filmowość. Filmowo- przygodowa sesja u Wojtka, dynamiczna narracja, tempo oraz jego operowanie muzyką na sesji (jeszcze wtedy z discmana) była kolejnym poszerzeniem rpgowych horyzontów (choć Siódme Morze też nie zagrzało u nas na stole miejsca).

Polcon 2007 wygrał Skała (wreszcie, po wielu latach starań, jak mówiono) drugi obok Inkwizytora (pozdrawiam kolegę po fachu i zwycięzcę z 2008 roku) Mistrz Mistrzów, u którego nigdy nie grałem (Czeskiego oraz Barda nie liczę, bo to jednak inna era).

Kolejny raz odwiedziłem PMM jako gracz w 2009 roku na warszawskiej Avangardzie. Wojtek wygrał wtedy swój trzeci tytuł, a ja brałem udział w finałowej sesji Neishina. Dla mojej opowieści najważniejsza jest jednak sesja eliminacyjna w ‚In A Wicked Age’ prowadzona przez Nida. Gry Indie powoli zdobywały rozgłos, ale nietypowy styl rozgrywki nie był łatwy do obrony na konkursie. To było nowe, inne, inspirujące doświadczenie. IAWA to jedyne indie w jakie grałem, ale nietypowy mechanicznie koncept mitycznej opowieści rozkręca wyobraźnię, jak mało co. Rozgrywka była emocjonująca. Starcie bogów i herosów w pradawnej krainie przypominającej Kapadocję powołało do życia postać, która pojawia się w moje przygodzie finałowej- w 2009 grałem nekromantą, którego grobowca poszukiwała drużyna na finale 2016.

liche_karzash_nidiru_by_wekt

W tamtym czasie z konwentów jeździliśmy tylko na Polcony, więc kolejne dwie edycje Pucharu ominąłem. Były to jednak lata szlifowania warsztatu, wspaniałych długich kampanii w Warhammera, wyjazdów na działkę do Jędrka (Kuligów Pany!– niestety nie mamy już dostępu do tego mitycznego miejsca), na której powołaliśmy do życia naszą grupę KOTAGE HESE. Pracowałem też nad fabułami, w 2006 roku napisałem swój pierwszy (nigdy nieopublikowany) scenariusz konkursowy, wyróżniony w Pucharze Gwiezdnego Pirata (organizowanego przez Wydawnictwo Portal), w 2009 roku pierwszy raz wysłałem tekst na Quentina. W czasach licealnych do naszej grupy dołączył Włodi (Mistrz 2012 i 2014) oraz Karczmarz (znany autor i krytyk scenariuszy rpgowych, jako MG awansował do półfinału 2007, ale odpuścił obecność- Karczmarz odegra jeszcze jedną ważną rolę w tej historii, ale o tym potem). Razem graliśmy, gadaliśmy, prowadziliśmy. Komentarze do sesji osiągały rozmiary esejów, a ja miałem w zwyczaju rozbierać bezwzględnie na czynniki pierwsze, każdą scenę, postać, podkład muzyczny, rozwiązania estetyczne i fabularne. Czasem prowadziło to do konfliktów, ale jak pokazała przyszłość było to owocne współzawodnictwo.

Ciąg dalszy w drugiej części.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Droga do PMM 2016, część 1: GRACZ

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s